http://i-pl.org/wp-content/uploads/2016/03/rodos_900-e1458915976676-960x600_c.jpg

Tylko dla żeglarzy


Był ostatni tydzień wakacji, w czasach, kiedy „Speedy” wracał co roku do Warszawy. Pojechaliśmy po niego z Alkiem we dwójkę.

Nie mogliśmy sobie odmówić ostatniego „przelotu” w sezonie. Łódkę odebraliśmy na Mamrach, a na przyczepę ładowaliśmy w Rucianych.

Była świetna słoneczna i wietrzna pogoda, wiatr 3-4, ciepły jakby wiało z piekarnika. Braliśmy falę na pokład, ale ubrania schły przed następną.

Szybko dopłynęliśmy do Giżycka, pora otwarcia mostu była korzystna, więc popłynęliśmy nowym kanałem. No i utknęliśmy…

Wiał nietypowy, południowy wiatr. Prosto w kanał. Fala po rozpędzeniu przez Niegocin miała około metra. Parę łódek przed nami próbowało wypłynąć na silniku. Potrzebowaliby odrzutowego – przy takiej fali śruba przestaje kawitować akurat w momencie ponownego wynurzenia się z wody. To było niewykonalne. Utknęło z 10 jachtów, a my na ich końcu.

Miała miejsce taka rozmowa:

  • Ja: No to co robimy, nie możemy czekać do wieczora…
  • Alek: Jak to co – żagle w górę i płyniemy.
  • Ja: Kanał ma 100 m. długości i niecałe 20 szerokości, będziemy musieli zrobić ze 40 zwrotów w wariackim tempie.
  • Alek: Spokojnie – ty na ster – ja na szoty foka

Trzeba było go widzieć – spokój i niewzruszona wiara w swoje i cudze umiejętności. Ta łódka to było jego ukochane dziecko, a on powierza mi ster w takiej sytuacji.

To był taki człowiek – do niego zawsze trzeba było równać w górę.

Tego dnia tylko jeden jacht wypłynął z kanału w Giżycku.

Radek

Inne wpisy napisane przez

Menu