http://i-pl.org/wp-content/uploads/2016/03/szanty3_na_kuli-960x600_c.jpg

Alexy – wspomnienie Grzegorza B.


Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że znaliśmy się 40 lat…

W szkole średniej poznaliśmy się w Harcerskiej Drużynie Wodnej. Okazało się też, że nasi Ojcowie pracują w tej samej instytucji.
Po skończeniu szkoły nasze drogi coraz to częściej zaczęły się zbiegać. Pomagałem trochę Alkowi przy budowie łódki, przy wznoszeniu domu. Już wtedy widać było, że potrafi uparcie i cierpliwie dążyć do zrealizowania swoich marzeń. I wtedy również poznałem Go jako „Pomysłowego Dobromira”.

Całe moje życie zawodowe to zasługa Alka. To On sprowokował mnie, żebym zaczął instalować systemy alarmowe, to On wciągnął mnie do pracy przy instalacjach sieci komputerowych i dzięki Niemu zacząłem wyjazdy do Rosji, to dzięki Niemu rozpocząłem pracę w wystawiennictwie…

Zawsze to był tylko jeden telefon – pytał mnie tylko, czy mam trochę czasu, bo jest jakaś robota, a ja praktycznie bez namysłu, godziłem się i tak to się zaczynało…

Spędziliśmy ze sobą wiele dni, tygodni, miesięcy. Wspólne wypady na mazury, wielotygodniowe wyjazdy do Rosji, wiele wspólnie wykonywanych chałtur i również wspólna firma. Alek nigdy nie chciał być szefem, zawsze mówił, że nie nadaje się na szefa, woli być zwykłym pracownikiem. Pomimo, że Jego głos był równie decydujący, to stał trochę z boku, nie chciał ostro walczyć o „swoje”, wolał odpuścić, poczekać, pójść na ugodę.

Był bardzo aktywny. Cały czas uczył się, doskonalił. Poziom Jego wiedzy, to kilka fakultetów z różnych dziedzin. Właściwie, to nie było tematu, w którym nie potrafił się wypowiedzieć i to w sposób zdecydowany, mając świadomość, że posiada dużą wiedzę. Wiele osób odbierało Go jako autokratę, ale zdecydowanie autokratą nie był. Trzeba było tylko logicznie przekonać Go, że inne rozwiązanie może być lepsze 🙂

Poznaliśmy się jak „łyse konie”. Po tylu latach spędzonych wspólnie, nie musieliśmy wypowiadać wielu słów, żeby się dobrze rozumieć. Moja żona śmiała się słuchając naszych rozmów, bo wielokrotnie były to niedokończone zdania, półsłówka, a nawet gesty, a my świetnie się rozumieliśmy. Były okresy, gdy nie widzieliśmy się dłuższy czas, ale nasze spotkanie po kilku tygodniach wyglądało tak, jak byśmy się wczoraj rozstali.

Zawsze przyjazny, zawsze uczynny, nigdy nie odmówił pomocy. Jak On to robił? Jak potrafił znaleźć czas, energię i tyle dobrej woli?
Niesamowicie spokojny i cierpliwy. Tylko kilka razy widziałem Go mocno zdenerwowanego, ale nigdy spanikowanego. Gdy były jakieś problemy potrafił zarazić mnie swoim spokojem i wiarą, że wszystko będzie OK. Zawsze wymyślił plan awaryjny, zawsze potrafił znaleźć jakieś rozwiązanie, a bardzo często było to rozwiązanie niestereotypowe.

Był leniem, ale leniem w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu. Zawsze mówił: narobić się zawsze można, tylko po co? Ileż to wymyślił różnego rodzaju przyrządów, które pozwalały wykonać pracę szybciej i bez wysiłku… Każdy projekt musiał przemyśleć, nad każdą pracą się zastanowić. Później, niby od niechcenia rzucał drobne uwagi (które niejedną osobę potrafiły wkurzyć), świadczące o tym, że dobrze przemyślał, w jaki sposób powinno się coś wykonać. Ale dzięki temu, patrząc jak Alek pracuje, można było odnieść wrażenie, że robi to spokojnie i powoli, a faktycznie robota przebiegała szybko i bez problemów.

Kim był w swoim życiu zawodowym? Z wykształcenia elektronikiem (i to naprawdę niezłym), a poza tym? Elektrykiem, informatykiem, automatykiem, szkutnikiem, stolarzem, cieślą, ślusarzem, spawaczem, blacharzem, lakiernikiem, hydraulikiem, mechanikiem samochodowym, tapicerem, wystawiennikiem, budowlańcem i pewnie nie wszystko wymieniłem. I w tych wszystkich zawodach był naprawdę dobrym fachowcem. Tylko ta Jego skromność… Nigdy nie potrafił odpowiednio sprzedać siebie, swojej wiedzy i swoich umiejętności. Zawsze uważał, że każdy powinien wiedzieć równie dużo jak On i jeśli ktoś bierze się za jakąś robotę to na pewno potrafi to zrobić. I stąd brała się Jego irytacja do wielu osób….

Był dobrym i cierpliwym nauczycielem, ale nie dla wszystkich. Trzeba było zdobyć Jego zaufanie i dobrze Go poznać, żeby chciał przekazać swoją wiedzę. Często, jak widział, że brak mi tylko wiary w to, co robię, omówił zagadnienie, a później stojąc z boku, mówił: to teraz bierz się do roboty, a ja popatrzę i w razie czego pomogę. I ta Jego obecność i przekonanie, że dam sobie radę – wystarczała, żeby wszystko było OK.

Ileż razy był inspiracją dla mnie. Siedzieliśmy, gadaliśmy o głupotach i w pewnej chwili rzucał od niechcenia jedno zdanie – naprowadzał mnie na jakieś rozwiązanie, decyzję, która być może siedziała we mnie, ale nie potrafiłem sam sobie tego uświadomić. On potrafił to ze mnie wydobyć.
Był skryty. Pomimo, że świetnie się znaliśmy, to były pewne miejsca, o których wiedziałem, że nie należy dotykać, wypytywać się. Może dzięki temu był zawsze dla mnie osobą ciekawą, trochę tajemniczą, bo mogłem oczekiwać, że jeszcze czegoś nowego dowiem się o Nim. I bardzo nie lubił, gdy ktoś nie potrafił uszanować tej, Jego prywatności.
Taki był Alek.
Osoba nietuzinkowa, trochę trudna we współżyciu, ale jeśli się tylko potrafiło się zaakceptować Jego takiego, jaki był, to każde spotkanie było ciekawe, niezapomniane i tego będzie mi bardzo brakować.

Grzegorz Borowski

Inne wpisy napisane przez

Menu